Rada dla dumnych właścicieli psów, które mają problemy z gardłem.

Zamierzam opowiedzieć Ci historię pewnej dziwnej choroby, jaką mój pies przeszedł w zeszłym roku. Jak poradziłem sobie z nią oraz czego nie dowiesz się od wielu weterynarzy przeczytasz za chwilę poniżej.

UWAGA. Wpis zawiera kilka nieprzyjemnych opisów i jest przeznaczony tylko dla osób o MOCNYCH NERWACH.

Sprawa dotyczyła mnie bezpośrednio. Jak już zapewne wiesz, jestem posiadaczem czarnego labradora. Końcem października 2006 pies zaczął kaszleć. Początkowo nie dziwiliśmy się temu - ot każdemu może się zdarzyć przeziębienie.

Pierwszy niepokój pojawił się po tygodniu - pies cały czas kaszlał, a do tego co jakiś czas sie krztusił i wypluwał flegmę. Więc jednak weterynarz. Diagnoza - ostre przeziębienie. Recepta - seria antybiotyków. Co dwa dni musieliśmy pojawić się u weterynarza na zastrzyk.

Niestety w połowie serii musieliśmy wyjechać na kilka dni. W związku z tym przeszedłem szybkie szkolenie jak dawać psu zastrzyki oraz zostałem “uzbrojony” w 3 strzykawki z gęstym białym płynem.

Jak dawać bezbolesne zastrzyki?
Okazuje się, że bardzo prosto. Wystarczy naciągnąć skórę z boku mniej więcej na wysokości połowy żeber tak, żeby stworzyć “namiot powietrzny”. Po czym wbijamy igłę i płynnym ruchem wpuszczamy płyn. Dla mnie pestka.

Błędna diagnoza
Pomimo, iż stałem się mistrzem strzykawki w przeciągu zaledwie kilku dni, stan psa nadal się nie zmieniał. Kaszel i flegma. Mineły właśnie trzy tygodnie od wystąpienia pierwszych objawów. Weterynarz decyduje o zmianie kuracji. Dostajemy receptę na antybiotyk w tabletkach oraz na jakiś lek przeciwkaszlowy. Przewidywany termin kuracji - 1,5 - 2 tygodnie.

Piąty tydzień problemów minął bez większych zmian. Jedyny warty odnotowania przypadek, to że w trakcie kilkudniowego wyjazdu do dziadków J przestał na chwilę kasłać. Nie trwało to jednak długo. Weterynarz decyduje, że musimy pobrać wymaz z gardła. Mam nadzieję, że to pomoże w diagnozie, jadnak znając mojego czarnego terrorystę życzę lekarzowi powodzenia :-)

Jak robić wymaz …
Na pewno bym o tym napisał, gdyby udało się go zrobić. Niestety pies chciał zjeść sprzęt do robienia wymazu i nie pomogły nawet najbardziej wymyślne sztuczki dwojga weterynarzy. Trzeba będzie na śpiocha.

Umawiamy się na termin badania na Wrocławskiej Akademi Rolniczej. Przy okazji chcemy zrobić prześwietlenie stawów pod kątem dysplazji, ale o tym następnym razem.

… na śpiąco :-)
Najpierw pies dostaje “głupiego Jasia”. Czekając na swoją kolej obserwuję procedure u kilku innych psów. Za każdym razem wygląda tak samo. Zastrzyk. Wyjście przed budynek. Po 2-3 minutach pies wymiotuje białą pianą (chyba dlatego kazali przyjść na głodnego). Po kolejnych 2 minutach wygląda prawie jak rastafari, tyle że ma troche smutniejszą minę. Kolejny zastrzyk, tym razem z właściwym usypiaczem i do dzieła … którego niestety, a może i na szczęście nie dane mi było oglądać.

W każdym razie uśpiony pies wygląda … nie wiem jak to określić. Po prostu wzbudza straszne emocje.

Wszystkie procedury trwają łącznie około godziny. Po czym zostaję poproszony o odbiór psa. W pomieszczeniu, do którego wszedłem było kilka piesków, które właśnie się wybudzały. J już odzyskał przytomność i strasznie się ucieszył jak mnie zobaczył. Niestety specyfiki nadal działały i nie był w stanie przejść sam kilkudziesięciu centymetrów.

Postanowiłem nie czekać tam, tylko wziąść go na ręce i wyjść na świerze powietrze. To był poważny błąd. Piesek co prawda wyglądał bardzo skromnie, ale zapomniałem, że przecież waży 35 kg!!! Zanim dotarłem na zewnątrz oblały mnie siódme poty. “Trzeba było poczekać”, przemknęło mi przez myśl.

Na odchodne powiedziano mi, że wyniki będą za 3-4 dni. Na szczęście weterynarz, do którego chodzę z psem pracuje tam również i zobowiązał się odebrać je za mnie.

Wreszcie są wyniki
Tyle że wynika z nich, że pies ma delikatnie podrażnione oskrzela, a pozatym powinien być zdrów jak ryba. Świetnie. Weterynarz rozkłada ręcę. Jest połowa siódmego tygodnia. Brak konkretnej diagnozy. Leki nie pomagają. Prawie jak w amerykańskim thrillerze z lat 70. No cóż, leczymy dalej zachowawczo.

Po dwóch dniach weterynarz wpada na wspaniały, jak się okazało w skutkach, pomysł. Otóż, przypomniało mu się, że czytał na jakimś forum czy blogu o przypadku, kiedy pies miał takie objawy spowodowane alergią na … odświeżacz powietrza.

Splądrowaliśmy całe mieszkanie w poszukiwaniu różnej maści odświeżaczy i … pomogło. Po 3 dniach wszystko skończyło się jak ręką odjął. Ale nie chcieliśmy na tym poprzestawać. Pojedynczo zaczęliśmy używać wszystkich odświeżaczy oprócz jednego - takiego szklanego “ozdobnego” z płynem w środku. Alergia nie wróciła.

Nie wiem czy to tylko przypadek lub zbieg okoliczności, ale psiakowi naprawdę pomogło.

Morał
Powiesz pewnie, że odświeżacz powietrza to zła sprawa. Nie, chyba nie całkiem o to mi chodzi. W tym przypadku bardziej chodzi o wiedzę, jaka drzemie w internecie. Jeśli znajdziesz już jakieś ciekawe miejsce, gdzie pojawiają się ciekawe informacje to czytaj je - i podeślij mi linka :-) Ja mam już kilka takich miejsc i na pewno o nich kiedyś napisze.

Hubert Wilczyński

Napisz komentarz


informacje o cookies