Fred - J 1:0

W sobotę jak zwykle udaliśmy się na spacer nad Odrę. Pogoda była przednia. J brykał sobie w najlepsze wskakując co chwila do wody. Szliśmy sobie zaraz przy brzegu.

W drodze powrotnej naprzeciw nam na nasypie ukazał się sporych rozmiarów golden oraz sznaucer olbrzymi. Już z daleka wesoło machały ogonami i przybiegły się przywitać ze mną i z J. Pobiegały chwilę razem w kółko i wróciły do swojego Pana.

Już mieliśmy iść dalej, kiedy golden przybiegł jeszcze raz i “wsiadł” na J próbując go zdominować. No i się zaczęło. J zaczął warczeć, golden, jak się później okazało miał na imię Fred, chwycił J za kark, co mocno rowścieczyło moją bestię i chciał załapać przeciwnika za szyję. Fred nie pozostawał mu jednak dłużny.

Te rasy mają bardzo ciekawy styl “walki”. Zaczeły stawać na tylnich łapach i stukać się klatkami. J okazał się sporo niższy i lżejszy, więc kilkukrotnie przeciwnik zwalił do z nóg. Zrozpaczony i rozkrzyczany Pan biegł już do nas, żeby przywołać psa do porządku. Ja jakoś specjalnie nie wdawałem się w interakcję. Po pierwsze nic złego się jeszcze nie działo, po drugie kilku treserów powtarzało mi, że z walk między psami najczęście poszkodowani wychodzą ludzie. Postanowiłem się więc mocno nie mieszać.

Zanim Pan dopadł Freda, ten zdążył już przycisnąć J kilkurotnie do ziemi. J zobaczył, że nie ma jednak szans i zaczął się wycofywać obchodząc Freda i jego Pana szerokim łukiem. Odeszliśmy na bezpieczną odległość i zatrzymaliśmy się. Przywołałem psa. Był zdecydowanie zniesmaczony. Trudno mi opisać to dokładnie, ale nie był ani wystraszony, ani nie był zły i agresywny. W każdym razie nie chciał smakołyka - jak na labradora to jest poważny sygnał :-)

To było jego pierwsze takie doświadczenie. Jeszcze nigdy nie spiął się w walce z psem. Do tej pory tylko wygłupiał się, czasem dosyć mocno z innymi psami. Myślę, że to doświadczenie dało mu trochę do myślenia. Pewnie nie wpłynie jakoś mocno na jego psychikę, ale powinno dodać troszeczkę respektu do innych psów, którego wcześniej nie posiadał za grosz.

Na koniec tytułem wyjaśnienia - jestem przeciwny walkom psów. Wcale nie podniecał mnie widok “walki”. Po prostu skorzystałem z rady fachowców, którzy jak mantrę powtarzali “nie wtrącaj się do psów, jak się któryś wystraszy to ucieknie”. No i sama “akcja” nie była też wcale ostra. Ot trochę postrzelały się klatkami i posmerały po szyi.

Hubert Wilczyński

Napisz komentarz


informacje o cookies