Dlaczego mój pies chodzi chętnie do weterynarza?

Zamierzam napisać Ci, w jaki sposób udało mi się przekonać psa, że wizyta u weterynarza to sama przyjemność. Wiedza ta jest bardzo prosta i banalna, a jednak większość osób nie zdaje sobie z niej sprawy. Tak wiem, że kilka osób powie, że mój pies jest młody, że ich starsze psy są już niechętne i nic tego nie zmieni. Mylą się.

Nie będzie to bardzo skomplikowane, ale będzie wymagało trochę konsekwencji i cierpliwości. A więc do dzieła.

Najpierw będziesz musiał/a dokładnie przypomnieć sobie, jak wygląda standardowa wizyta, łącznie ze wszystkimi przygotowaniami. Myślę, że łatwiej będzie to zrobić na przykładzie, więc może ja opowiem Ci jak wygląda to u mnie.

Książeczka zdrowia
Jak Ci zapewne wiadomo, książeczka zdrowia psa to nieodłączna rzecz przy wizycie u weterynarza. Zazwyczaj leży ona zawsze w tym samym miejscu. I to właśnie w tym miejscu musimy rozpocząć trening. Pies ma już w głowie zakodowaną procedurę wyjścia i jak tylko zobaczy, że sięgasz w TO miejsce będzie wiedział co się świeci (mój właśnie wtedy zaczyna skakać na mnie z radości).

Musisz psu pokazać, że TO miejsce wcale nie jest takie złe. Jak? Dróg jest kilka, ale cel ten sam - musi go tam czekać coś miłego. Smakołyk, ulubiona zabawka itd. W każdym przypadku może to być coś innego, ale myślę, że wiesz co sprawia największą przyjemność Twojemu psu.

U mnie był to smakołyk. Kilka razy w tygodniu, najpierw wykorzystując nieuwagę psa chowałem w TYM miejscu smakołyki. Kilka rozrzucałem również w okolicy TEGO miejsca. Po czym w momencie gdy pies był w pobliżu specjalnie podchodziłem tam i wyciągałem książeczkę oraz smakołyk. Przywoływałem psa lub wabiłem go smakołykiem. Nie trudno Ci chyba wyobrazić sobie, jak bardzo był szczęśliwy gdy znalazł kilka innych kąsków w tym miejscu. Oczywiście w Twoim wypadku powinieneś zastąpić smakołyk czymś specyficznym dla Twojego psa.

Droga i transport
Ja mam kawałek do swojego weterynarza, dlatego zawsze jeżdzę tam samochodem. Czekał mnie w związku z tym dodatkowy krok - rozkochać psa w jeździe samochodem. Z perspektywy czasu mogę Ci powiedzieć - nic prostszego. Czytając o moich kolejnych doświadczeniach zobaczysz jak oczywiste, że aż nieprawdopodobne są niektóre sposoby. Ale do rzeczy.

Szczekanie, wycie, gryzienie tapicerki, próba przeskoczenia na przednie siedzenie. To były moje podstawowe problemy. Za chwilę zapoznasz się z rozwiązaniem każdego z nich.

Jak poradziłem sobie ze złym zachowaniem psa w samochodzie?
Trening zacząłem na podwórku. Ukryłem w samochodzie na tylnym siedzeniu i podłodze kilka smakołyków. Następnie bawiąc się z psem od niechcenia wsiadałem do samochodu i zachęcałem go smakołykiem. Za każdym razem jak wsiadł czekała go w środku DUŻA nagroda. Czy już wyobrażasz sobie swojego psa proszącego żeby wsiąść do samochodu? Ja nie muszę wysilać wyobraźni. Mój labrador wskakuje do samochodu za każdym razem, kiedy JA tego chce.

Pierwszy krok mamy już za sobą. Teraz kolejny. Jak jeździć z psem. Znów trening zaczynamy na podwórku. Potrzebna będzie druga osoba, która będzie jechała z psem z tyłu. Jeździmy powoli i pozwalamy psu przeskoczyć do przodu, żeby sprawdził, że nic ciekawego tam nie ma. W czasie jak pies wszystko sprawdza z przodu osoba z tyłu rozkłada kilka smakołyków i po chwili nęci go, aby wrócił do tyłu. PAMIĘTAJ, zmiast smakołyków możesz używać innych odpowiednich dla Twojego psa rzeczy.

Po kilku razach nauczy się, że jednak z tyłu samochodu osiąga się więcej korzyści. Nie twierdzę, że to działa od razu. Ale można przyzwyczaić psa do wielu różnych rzeczy.

Śmiali się ze mnie, gdy przychodziłem posiedzieć z psem w poczekalni, ale kiedy mój pies przestał bać się wizyt …
Pies wyczuwa wszystko na odległość. Jak tylko pojawialiśmy się w okolicy budynku weterynarza stawał się nerwowy. Na początku więc po prostu przyjeżdżaliśmy tam na krótkie spacery, w czasie których bawiliśmy się świetnie. Dosłownie po trzech razach pies polubił to miejsce.

Niestety w poczekalni nadal kulił ogon i czuł się bardzo niepewnie. Porozmawiałem z weterynarzem o tym, kiedy jest najmniejszy ruch i zacząłem przychodzić wtedy z psem, aby … po prostu posiedzieć w poczekalni lub wejść na chwilę do gabinetu. W tym czasie albo bawiłem się z nim albo dawałem mu smakołyki.

Weterynarz z własnej woli zaangażował się w sprawę i również “zachęcał” psa na różne sposoby. Na efekty nie trzeba było długo czekać.

Słowo końcowe
Pamiętaj, sklepy internetowe posiadają w swojej ofercie mnóstwo ciekawych zabawek oraz smakołyków, które pomogą Ci osiągnąć Twój cel, a psu umilą życie. Nic jednak nie przychodzi samo. Najważniejsza moim zdaniem jest konsekwencja w działaniu, czego Tobie i sobie życzę.

Hubert Wilczyński

2 komentarze to “Dlaczego mój pies chodzi chętnie do weterynarza?”

  1. marcin pisze:

    a ten pies to nie przytyl od tylu smakolykow?

  2. admin pisze:

    Marcin,

    Trafna uwaga. Na szczęście bardzo skrupulatnie dbam o to. Pies ma zapewnioną dużą porcję ruchu. Jeśli z jakiś powodów nie uda się przynajmniej jeden porządny spacer dziennie po prostu ograniczam wielkość porcji wieczornego posiłku.

    Mam nadzieję, że rozwiałem Twoje wątpliwości.

Napisz komentarz


informacje o cookies