Wpisy z miesiąca kwiecień, 2012

Zaszczep dzieci zoologicznym hobby - Dorcia

wtorek, kwiecień 24, 2012

Kiedy nasza córeczka Zosia miała 1,5 roku, dość często chorowała. Ale jak tylko była możliwość wychodziliśmy na spacery po okolicy naszego bloku. Tak było i tym razem. Wyszliśmy na spacer ja i córcia. Chodziliśmy powoli dookoła bloku kiedy to usłyszeliśmy skowyt psów. Za naszymi plecami sfora psów biegała za jedną suczką, a ona nie mogąc się od nich odpędzić musiała się na nich rzucać z zębami. Myślę, że kilka tych psiaków dostało ostro za swoje.

Ale jak zobaczyliśmy że nie może sobie z nimi poradzić postanowiliśmy te psy przepędzić. Odruchowo zgarnąłem kij spod drzewa i ruszyłem w ich stronę. Rozgoniłem całe towarzystwo. Wtedy ruszyliśmy spokojnie w dalszą drogę. Idąc chodnikiem córcia cały czas mi powtarzała, że ten piesek którego tamte pieski goniły cały czas idzie za nami. Ale jak tylko się odwracaliśmy odwracała się i udawała, że jej tam nie ma. W pewnym momencie odwróciliśmy się i zawołaliśmy ją do siebie. Podeszła nieśmiało ale po chwili już merdała ogonem.

Była cała pokaleczona. Na nogach było widać kości bo rany były tak głębokie. Wtedy zadzwoniliśmy do mojej żony i opowiedzieliśmy jej całą historię. Ona choć uczulona na sierść pozwoliła nam tę psinę przyprowadzić do domu. Niestety Dora, bo tak później ją nazwaliśmy, nie była w stanie sama wejść po schodach. Więc zaniosłem ją na drugie piętro na rękach.

Gdy weszliśmy do domu żona najpierw się trochę wystraszylą bo jak wcześniej pisałem psina miała umaszczenie jak rotweiler, ale po chwili powiedziała żebym ją zawiózł do weterynarza, żeby ją opatrzył. U weterynarza dowiedziałem się, że Dorcia to około roczna suczka. Na dodatek nie miała cieczki tak jak przypuszczaliśmy tylko była świeżo po porodzie i jeszcze musiała karmić małe. Po opatrzeniu ran zabrałem ją do domu i później rozpoczeliśmy poszukiwania jej szczeniaczków. Niestety praktycznie dwudniowe poszukiwania nie dały skutku.

Dorcia jeszcze przez długi czas cierpiała bo sam musiałem jej zmieniać opatrunki i cały czas te rany się słabo goiły. Ale teraz już nic nie widać. Mieszka z nami już prawie 5 lat i czuje się świetnie.

Marcin

Zaszczep dzieci zoologicznym hobby - rozsądna decyzja

czwartek, kwiecień 12, 2012

Marcin, posiadanie psa bynajmniej nie przeszkadza w piciu piwa z kolegami o 7:38. Panowie piją, psina wiernie leży obok. Taki obrazek jest powszechny.

Nie mam dzieci, ale byłam kiedyś dzieckiem, beznadziejnie opiekowałam się domowymi zwierzętami, na które zgodzili się rodzice. Chwila entuzjazmu, słomiany zapał, przerzucanie się obowiązkami z rodzeństwem i rodzicami. A byłam całkiem czułym i dojrzałym emocjonalnie dzieckiem. Poprzestawiało mi się w głowie jak miałam 16 czy 17 lat i dopiero od tego momentu zachowywałam się jak opiekun zwierzęcia, nie właściciel zabawki, która może poczekać, kiedy mi tak wygodnie.

Jeśli rodzic jest prozwierzęcy, jeśli w domu są zwierzęta rodziców, dziecko się zarazi szacunkiem samoistnie albo się nie zarazi, ale nie spowoduje to nieszczęścia. Dziecko w sklepie zoologicznym, chce wszystko co ładne i modne, wybiera bez sensu i precedensu, a potem Allegro ugina się od zużytych zwierzaczków, króliczków, fretek, nieznośnych piesków i kotków do oddania pod wymyślnym lub całkiem oklepanym pretekstem.

Tak że, mam trochę inne przemyślenia, niż Glonojad. Myślę sobie, że wrażliwy człowiek kochający zwierzęta też może upaść nisko i zajmować się piciem piwa. I z drugiej strony - w materialistycznym świecie za dużo zwierząt płaci cierpieniem i poniewierką za rodzicielskie próby nauki miłości do zwierzątek.

Dorota


informacje o cookies