Wpisy z miesiąca wrzesień, 2009

Włosi kochają swoje psy

czwartek, wrzesień 17, 2009

Podróżując w wakacje po Europie Zachodniej miałem okazję przyjrzeć się psiakom i ich właścicielom. Nasunęło mi się kilka spostrzeżeń, którymi chciałbym się podzielić.

Po pierwsze zgodnie z tytułem Włosi kochają swoje psy. W Mediolanie, Florencji czy Pizie nie ma nic dziwnego w tym, że na kolację (czytaj włoski obiad) ludzie przychodzą z psem. Pupil układa się grzecznie pod stołem, czasem nawet dostanie miskę z wodą, która jest na wyposażeniu restauracji.

Psy są w autobusach, tramwajach i metrze. No i oczywiście w parkach. Świadomość i odpowiedzialność Włochów jest również nieporównywalnie większa. Wszyscy sprzątają po pupilach. W parkach w zasadzie normą są pojemniki na odchody razem z jednorazowymi woreczkami - za darmo.

Mało tego, kilkakrotnie w parku widziałem specjalnie wydzielone miejsca, gdzie można było puścić psa. Załączam zdjęcia takiego przybytku. Niestety nie miałem okazji z nikim porozmawiać jak często oraz kto sprząta te specjalne miejsca.

Wlochy park - teren wydzielony dla psow 1   Wlochy park - teren wydzielony dla psow 2

Podsumowując w Polsce jest do wykonania olbrzymia praca edukacyjna, a psy na zachodzie mają się dobrze :-)

Hubert Wilczyński

Rybia ospa

niedziela, wrzesień 6, 2009

Akwarium uruchomione. Tylko Ty wiesz ile czasu Cię to kosztowało. O pieniądzach nawet nie wspominam. Efekty są wyśmienite. Do pełni planu brakuje jeszcze kosiarek, które mają dotrzeć w środę. Nie możesz się doczekać. W środę po pracy biegniesz prosto do hodowcy. Odbierasz ryby. Jeszcze tylko tydzień kwarantanny …

To już !!! Wpuszczasz ryby. Urzekające. Wieczór spędzasz wpatrując się w swoje dzieło. Duma Cię rozpiera. Na forach chwalisz się zdjęciami. Drugiego dnia wieczorem zaczyna dziać się coś niepokojącego. Niektóre ryby są wyraźnie osłabione. Dostrzegasz też dziwne białe kropki. Wertujesz książki i fora, aby potwierdzić diagnozę. Wszystko wskazuje na to, że zakradł Ci się kulorzęsek. “No to mamy ospę” - warknąłeś pod nosem. Z dotychczasowej lektury wiedziałeś, że masz maksymalnie 7 dni, i że działać musisz już.

Biegniesz więc do osiedlowego zoologicznego. “Panie, my tu mamy podstawowe jedzenie. Możemy sprowadzić za dwa tygodnie.” Wsiadasz więc w samochód i pędzisz do marketu - tam był przecież sieciowy Zoolog. “Niestety dostawa chemii dopiero za 4 dni” - pada odpowiedź od sprzedawcy.

Siadasz więc do komputera i szukasz w sieci. Nigdy nie lubiłeś robić tam zakupów. Za długo to trwa i przecież mogą Cię oszukać. Znajdujesz ciekawy sklep oraz interesujące Cię produkty. Sporo dobrych opinii, ceny z przesyłką lepsze niż w sklepach, w których byłeś. Niechęć bierze jednak górę. Postanawiasz czekać na dostawę w markecie.

Zgodnie z zaleceniami podnosisz temperaturę do 30-31 stopni i czekasz. Trzeciego dnia kostucha zaczyna zbierać żniwo. Dwa pierwsze mieczyki wyzionęły ducha. Czwartego dnia pędzisz do marketu - “Przyszły pojedyncze sztuki i już się sprzedały”. Żeby nie zaostrzać sytuacji napiszę tylko, że jesteś zły. Nie zostaje Ci nic innego jak internet.

Wracasz więc na stronę, którą znalazłeś kilka dni temu. Zamawiasz dostawę kurierem - teraz to już nie przelewki. Jest poniedziałek 18:00. Kalkulujesz, że w najlepszym wypadku paczka będzie na środę. Zauważasz, że na stronie świeci się słoneczko gg. Decydujesz się zapytać o czas realizacji. “Zdążył Pan w ostatniej chwili. Uda nam się wysłać paczkę jeszcze dzisiaj. Proszę tylko przesłać potwierdzenie przelewu.” Niechęć ustępuje miejsca nadziei.

We wtorek przed południem kurier do Twojej pracy przywozi Costaforte i Ichtiosan - na wszelki wypadek wziąłeś dwa preparaty. Urywasz się wcześniej, żeby ratować dobytek. W ciągu tych 5 dni straciłeś 30% obsady. Zgodnie z zaleceniami podajesz lek 1, 3 oraz 7 dnia terapii. Tracisz jeszcze dwie najsłabsze sztuki, resztę jednak udaje się uratować. Od teraz zawsze będziesz mieć preparaty pod ręką.

Marcin Wilczyński


informacje o cookies