Wpisy z miesiąca marzec, 2008

Małe rzeczy

środa, marzec 5, 2008

Jaki ciężki dzień. Znerwicowana klientka dosłownie skatowała mnie swoimi problemami a “smutnego dzieła” dopełnił szef. Ten to zawsze potrafi… I do tego ta beznadziejna pogoda, od rana ani grama słońca. Nie pomogło mi nawet wypicie trzech kaw. Cały czas byłam spięta bo bałam się, że coś zrobię źle, a nie mogę sobie na to pozwolić, mam zbyt odpowiedzialną pracę.

Mój Boże – najpierw ciężki studia, potem – jak mi się wydawało wymarzona praca, a teraz… „szara rzeczywistość”. Nie tak to miało wyglądać. Nie mam już siły ratować świata! Jakby tego było mało to ciąży jeszcze torba z rzeczami „na wczoraj”, które będę musiała zrobić w domu. Najgorsze jest to, że w ogóle nie mam na nie pomysłu. Pewnie czeka mnie nieprzespana noc, a nad ranem pojawią się jakieś marne efekty moich wysiłków, tylko po to aby szef tak bardzo się nie czepiał. Na szczęście obiad zrobiony więc nie powinno być już innych pretensji.

Nareszcie dom. Jeszcze tylko kilka kroków po schodach. No co tak miauczysz. Tak to ja, już otwieram. Następny niecierpliwy. Odejdź ode mnie, mam wszystkiego dosyć.

Dobrze, że jeszcze nikogo nie ma. Posiedzę sobie chwilkę w ciszy to mi pomoże. No gdzie mi się tu wpychasz na kolana? Że co? Że niby to głaskanie ci się należy bo tyle godzin dzisiaj byłeś sam? No dobrze niech ci będzie, wygrałeś. Przecież nie musisz cierpieć z tego powodu, że to ja mam dzisiaj ciężki dzień. He, he burczenie ci się włączyło. Zupełnie jak traktorek. A wiesz, że przez to, iż nie jesteś zwykłym dachowcem tylko mieszańcem z norweskim leśnym to twoje futerko jest bardziej miękkie. A gdzie mi tą kitą jeździsz po twarzy! W sumie to bardzo miłe było… Chyba dam ci za to coś dobrego. Poczekaj. Przecież mówiłam ci żebyś poczekał. Jak mnie tutaj będziesz pukał łapką to na pewno nie będzie od tego szybciej. Dobrze, już dobrze mój ty pomocniku. Uwielbiam jak wylizujesz szorstkim języczkiem z mojej dłoni resztki swoich przysmaków. To taki mikromasaż w domowym zaciszu. Popatrz, słońce wyszło…

No tak, najadłeś się i idziesz. Jednak zmieniłeś zdanie? Czyli co robisz? Układasz mi się do spania na stopach? Twoje zimowe futerko sprawia, że takie leżenie to dla mnie niezwykle mięciutkie doznanie, aż szkoda się ruszać. A śpij sobie. Ja za ten czas uporam się z tą przyniesioną sprawą. Coś czuję, że jednak da się ją łatwo rozwiązać. W końcu ktoś musi pomagać tym biedakom poturbowanym przez los. A później – skoro mam już obiad – to może upiekę jakieś ciasto zanim reszta rodziny wróci do domu. Dziękuję ci mój puchaty przyjacielu za to, że ciągle przypominasz mi, jak bardzo cieszą te drobne gesty i małe rzeczy, które sprawiają, że życie jest szczęśliwe.

Marta


informacje o cookies