Wpisy z miesiąca maj, 2007

Czy pies tęskni?

niedziela, maj 6, 2007

Myślę, że Ty także zadałeś sobie kiedyś pytanie: “Czy pies tęskni?”. Już za chwilę opowiem Ci moją “tęskną” historię, ale może zacznijmy od początku.

Relaks, odpoczynek, zwiedzanie ciekawych miejsc, wygrzewanie się w słońcu nad jeziorem w gronie najbliższych znajomych. Na pewno sam/a pamiętasz doskonale takie momenty swojego życia. Właśnie tak spędziłem długi majowy weekend 2007 roku. Niestety z przyczyn technicznych nie mogłem zabrać ze sobą mojego psa.

Już kilka razy wyjeżdzaliśmy z psem, więc na widok walizek wyciąganych z szafy cieszył się bardzo. Ba, nawet próbował sam spakować się do jednej z nich. Niestety tym razem rzeczywistość nie okazała się taka wspaniała. Ale może po kolei.

Od samego początku, od momentu pomysłu, miałem wyrzuty sumienia. Pomimo, iż byłem pewien, że zostawiamy psa w bardzo dobrych rękach, było mi trochę smutno. Mieliśmy wyjechać na tydzień czasu. W dzień wyjazdu - mieliśmy wyruszyć późnym popołudniem - postanowiłem spędzić jak najwięcej czasu z psem. Zabrałem więc kilka książek i PDA (niestety biznes internetowy wymaga stałego, choćby mobilnego dostępu) i ruszyliśmy do parku. Kiedy już znaleźliśmy fajne miejsce, żeby poćwiczyć aport oraz pobawić się, na horyzoncie pojawiła się Straż Miejska. Świadom ostatniej podwyżki mandatów za puszczanie psa wolno bez smyczy (do 500zł) zapinam go i udajemy, że aport też można ćwiczyć na smyczy. Niestety Panowie wykazują dosyć mocne zainteresowanie sprawami parku i postanawiają posiedzieć sobie na ławce. No cóż, w takim przypadku udajemy się

nad Odrę
Pusto, spokojnie, słoneczko miło praży i o dziwo nie ma wogóle wiatru. Patyk, rzeka, bieg na wał, patyk, rzeka, bieg na wał … Po kilkudziesięciu powtórzeniach czuje jakbym miał naderwany bark. J (dla niewtajemniczonych tak ma na imię mój pies), nie zamierza jednak przestać. Zauważa dużą gałąź płynącą nurtem kilka metrów od brzegu i … płynie po nią. Serce na chwilę mi stanęło. Już miałem ściągać buty i skakać za nim do wody, gdy ku mojemu zdziwieniu pies z półtorametrową gałęzią zaczął spokojnie płynąć pod prąd i wracać do mnie!!! Jak to się mówi, szczęka opadła mi do ziemi.

Te kilka metrów pod prąd wreszcie go zmęczyły. Położył się na trawce i zaczął obgryzać swoją zdobycz. Wykorzystując okazję postanowiłem sprawdzić emaile. Usadowiłem się twarzą w kierunku słońca, tak, że psa miałem za plecami. Czytam, odpisuję, przestałem zwracać uwagę na psa … i nagle mój pupil pomyślał, że ja też mógłbym mieć ochotę na patyk.

Guz już prawie się zagoił, a polar na szczęście i tak już służy tylko do psich wypadów. Ale nic to, dzisiaj na pewno nie będę się złościł na mojego “Czarnego terrorystę”, powiedziałem sobie w duchu i zmoczyłem kolejny raz chusteczkę, żeby przyłożyć do głowy.

Posiedzieliśmy sobie jeszcze około półtorej godziny, na zmianę czytając/gryząc patyk/bawiąc się. Czas niestety zaczął naglić i udaliśmy się w kierunku domu. Po powrocie powiedziałem psu, że nie jedzie z nami. Pokiwał główką jakby zrozumiał i położył się zmęczony spać. Krzątałem się po domu sprawdzając, czy wszystko już spakowałem, a pies jak nigdy dotąd chodził za mną krok w krok. Wyglądało, jakby zrozumiał co się święci. Kiedy zacząłem wynosić rzeczy do samochodu zaczął “płakać”. Straszliwie szlochał, piszczał i biegał od okna do okna. Ścisnęło mnie w przysłowiowym dołku. Dałem mu buziaka na pożegnanie.

Przez dwa dni nie jadł. Spędzał większość czasu w oknie. Znalazł gdzieś moją skarpetkę i koszulkę Natalii i spał przy swoich skarbach, które przypominały mu swoich właścicieli.

Te kilka dni wyjazdu minęło dosyć szybko. Codzień dzwoniliśmy dowiedzieć się co z naszą pociechą i nawet próbowaliśmy z nim porozmawiać, ale po usłyszeniu głosu w słuchawce próbował ją zjeść, więc daliśmy za wygraną.

Powrót planowaliśmy na późne godziny wieczorne. Na szczęście sytuacja na drodze zaskoczyła nas bardzo pozytywnie i udało się dotrzeć jeszcze za widoku. Zanim rozpakowaliśmy bagaże wypuściliśmy psiaka i przez kilkanaście minut tarzaliśmy się w trawie. Najpierw naszczekał na nas, jakby miał nam za złe, ale zaraz potem zaczął wesoło skakać i lizać nas po uszach. Nareszcie koniec rozłąki! Całą resztę wieczoru spędziliśmy na zabawie.

Tej nocy pies, jakby w obawie, że znowu znikniemy co chwila pakował się do naszego łóżka, a przecież już od ładnych paru miesięcy sypiał w swoim legowisku. Na drugi dzień nie odstępował nas na krok.

Wniosek
Moim zdaniem pies tęskni. Ale chyba jeszcze bardziej tęsknią właściciele.

Hubert Wilczyński

Jak złapać pająka?

niedziela, maj 6, 2007

Gdy naszemu podopiecznemu będzie trzeba zmienić terrarium lub podłoże pojawia się pytanie jak złapać pająka. Wbrew pozorom nie jest to takie trudne. Już za chwilę opowiem Wam o dwóch metodach, które ja sam z powodzeniem stosuję.

Metoda 1 - “na pudełko”
Należy wybrać odpowiedni moment i nakryć ptasznika pudełkiem (najlepiej przeźroczystym, żeby widzieć ruchy pająka) i powoli przesuwać pudelko na kartonik bądź pokrywkę pudełka. Tak przygotowanego pająka możemy odstawić do czasu wymiany podłoża bądź wstawić do nowego terrarium.

Metoda 2 (na większe pająki )
Gdy mamy przenieść większego ptasznika, pudełko może nie być najlepszym rozwiązaniem. W takim przypadku możemy po prostu złapać pająka ręką. W tym celu należy palcem wskazującym docisnąć niezbyt mocno karapaks pająka do podłoża. Oczywiście należy to zrobić na tyle sprawnie, aby pająk nie uciekł. Następnie kciukiem i środkowym palcem należy złapać między drugą a trzecią parą odnóży krocznych. Gdy nasz chwyt jest pewny możemy podnieść pająka do góry i przenieść w pożądane miejsce. Dodam, że owa technika jest pomocna kiedy chcemy sfotografować podwozie pająka aby ocenić jego płeć.

Kewin Grabowski


informacje o cookies